O rany! Tak długo myślałam i mówiłam o pisaniu bloga, aż w końcu to zrobiłam. Nie powiem, stresuję się, mimo iż pisanie było zawsze najłatwiejszym sposobem ekspresji siebie. Na szczęście zaczynam od wdzięcznego tematu, jakim były wczorajsze urodziny mojego najstarszego chrześniaka - Marcysia! Piąte dodam, więc mówimy już o dużym chłopcu!
Przyjechaliśmy w piąteczek, żeby na spokojnie przygotować sobotnie przyjęcie. Marcyś, szczęśliwy z powodu obecności ukochanej cioci, prezentów, które skumulowały się od Dnia Dziecka poczynając oraz Rafałka, z którym od jakiegoś czasu naprawdę fantastycznie się rozumie. Pomimo wzajemnej zazdrości o względy ciocio-nany, chłopaki super się bawią.
W sobotę pogoda nam sprzyjała, choć nie mieliśmy wielkich oczekiwań i wystarczyło by nie padało.
Brat został starszym grillowym. Nie dlatego, że jakoś specjalnie się tym pasjonuje, ale dlatego, że jako gospodarzowi nie wypadało mu zrzucać tego zadania na nikogo innego.
Marcyś tymczasem szalał w ogrodzie razem z Rafałkiem, Kubą i Kamilem. Wszędzie było ich pełno :-) Już wtedy wiedzieliśmy, że wieczorem zwykły prysznic nie wystarczy i potrzebny będzie k'aarcher! A potem wniesiony został tort! Oczywiście z Batmanem, który stanowi alter ego Marcela. Strzeliły korki od szampana i zaczęła się impreza...
Ojej! W całym ferworze zapomniałam o Lence. Moja najmłodsza chrześniaczka i jak dotąd jedyna dziewczynka, zresztą rodzona siostra Marcelka. Dziewięciomiesięczna ciocina królewna była bardzo grzeczna tego dnia, choć poprzedniego podobno dała popalić swojej mamie i babci. Niech nikogo bowiem nie zwiedzie głęboki błękit tych niebieskich oczu. Są chwile kiedy bywa Małą Su.. :-)
Rozochoceni bezalkoholowym szampanem, wspólnie z Michałem zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową w stylu "my rodzice chrześni i nasze chrześniaki" :-)
Oj, dzieciaki na pewno kochają wujka Michała, ale kto jest najfajniejszą ciocio - naną na świecie? :-) Tak właśnie zaczęliśmy o świcie ... :-)